paulinka007c blog

Twój nowy blog

Prawie wszyscy już jutro zaczną odczuwać długi weekend. Niestety nie ja… Sobota w pracy… Coraz ciężej mi się pracuje… Klienci zadaja dużo pytań, tak jak dzisiaj… Trudny klient: ‚Czy pani sie ze mnie śmieje???’. Nie no kurwa! Aż mi zęby na wierzch wyszły… Masakra jakaś… Przynajmniej jest mniej połączeń niż w poniedziałek, aczkolwiek ludzie się chyba rozgrzewają przed wtorkiem… Pożyjemy – zobaczymy…

A jutro mecz Legii. Miałam na niego jechać, ale pracująca sobota popsuła mi plany. Przynajmniej P. się nacieszy… A z reszta po co ja bym mu tam była. Pot przegrzanych facetów, krzyki nad uchem, a we wtorek bym nie mogła wykrztusić słowa do klientów… Ale lepsze to – niż samotny piątek, z kimką o 22.00, ponieważ w sobote pobudka o 5.30…

Ta praca mnie masakruje… Zamiast ‚Do widzenia’ mówię: ‚Do usłyszenia’… Hihihi

W niedziele z M. byłam nad wodą. Dużo towarów=] I nawet przymilali się. Aż zaczęłam się zastanawiać czy to ja wyładniałam czy bez P. robie się atrakcyjniejsza… M. stwierdziła, że albo opcja #1 albo obie:) Ta notka jest tak nieogarnięta jak i ja, ale cóż… Życie!=] Piwko, kimka i rano wstaje… Łeeee…

Kiedy musiałam rano wstać po raz kolejny żałowałam, iż spotkałam się z M., czytałam książkę ‚na dobran itp. Na dodatek przed samą Warszawą mój sen był maxymalny, jak zwykle…

Kolejne 10 godz jakoś mnie tak bardzo nie przytłoczyło. Żaden Chińczyk juz nie dzwonił;P Na dodatek okazało się, że mamy dziś już i zdr i rej… Masakra… Aczkolwiek trafił się jeden miły pan, który pochwalił naszą pracę, powiedział iz rozumie, że nie jest to łatwa praca, a ciężka i monotonna, ale nie można mieć wszystkiego… Naprawdę miły facet! Za to kolejny zjebał mnie doszczętnie oczywiście kiedy był na wyciszonym. Ukrainiec. system nie chciał mi go przepuścić, ponieważ nie podał kodu pocztowego. Mój koordynator ledwo co wiedział co zrobić, a co dopiero ja… Nawet powiedział, iz dobrze, że nie słyszałam co mówił… hihi Aczkolwiek nie zdążył się rozłączyć i tylko słyszałam: ‚Kurwa, kurwa, kurwa…’. No co! To mój 3 dzień… W sumie… Na dodatek po tylu godz… Pan, który dzwonił wczoraj i mówił, że mam nazwisko jak siatkarz ponownie zadzwonił, ale na szczęście nie poznał mojego głosu… Powiedział tylko, że wczoraj rozmawiał z pewną pania i ma nawet zapisane jej dane gdzieś tam, i jeszcze nie otrzymał wiadomości sms… Ehhh… Człowieku to nie moja wina! Ja nie jestem od umawiania! Ale jak to ktoś przyznał to nasza firma uczy kłamać… Hehe…

Zazwyczaj kiedy dzwoniłam na infolinie orange ze skargą na net, bądź tel narzekałam na konsultantów. Teraz nawet rozumiem oczywiście tych początkujących… Jak to pewien pan powiedział mi dziś, że ma tu wielu znajomych, ponieważ jako księgowy firmy często dzwoni do nas, a mnie jeszcze nie zna. słyszał jak stukam na klawiaturze, ja mu na to: ‚A więc widzi Pan, że się nie obijam…:)’. Tez spoko koleś rozumiał, że to moje pierwsze dni, a na dodatek nawet żartował ze mną, że pewnie jeszcze kiedys się usłyszymy i go zapamiętam. Odpowiedziałam, iż na pewno, ponieważ ma dość oryginalne nazwisko…;) Szybko poszło, ponieważ było krótko zwięźle i na temat. Wasystko zalezy od klienta. Jeśli się trafi konkretny to nawet początkujący szybko sobie z nim poradzi, a jeśli ktoś kto sam nie wie czego chce i myśli, iż rej idzie w 5 min to sory… ale przez ten czas nawet potrzebnych info mu nie przekażemy…

I tym pozytywnym zakończeniem kończę na dziś. Jutro rozpoczynam dopiero o 16.00.Na szczęscie podzielili nas na grupy i jestem w tym co wole robić czyli w czymś trudniejszym… Ale ja jakoś wole odnajdywać się w trudnych sytuacjach, a w prostszych nie wychodzi mi za bardzo… Wole wyzwania…=]

5.30 a ja już czekam na autobus do pracy. W końcu ten nieszczęsny poniedziałek – korki trza wyminąć… Autobus o dziwo wyminął, jechałam taką drogą, że aż bałam się zasnąć, bo prześpie przystanek. Nieznane mi rejony. Na sam początek mojej 10-godzinnej charówki z klientami trafiła mi się chinka. Wogóle nie mogłam znaleźć tego chińczyka w systemie. A ta babka chyba kebabu się nażarła, bo pieprzyła jak by chciała a nie mogła. Jakoś tam poszło. Potem tylko 15 badań do jednego pacjenta, miły pan, który spytał czy jestem spokrewniona z siatkarzem (nazwisko), pani, która wreszcie trafiła na kogoś kompetentnego (mnie! o dziwo…) i dzień zleciał. Jutro też lecę na 10 godzin. Ale to już sama sobie ustaliłam, iż mogę być wcześniej… Kasa leci jak powiedział mój koordynator…

Zobaczymy jacy jutro będą klienci… Ehhhh

I znowu dzwonił do mnie jakiś kolo, który distał mój nr od chuj wie kogo, chce się umówić, bo jestem atrakcyjną, wesołą Paulinką… Nawet znał moje imię… To jakieś podejrzane się coraz bardziej robi…

Wczorajszy dzień zapowiadał się świetnie! P. miał wysmienity humor i nic nie wskazywało na jego pogorszenie. Ja wróciłam tak zjebana z pracy, aczkolwiek myśl o wspólnym wieczorze dodawała mi sił. Wróciliśmy do domu, zjedliśmy kolacje. Był również M. i A.. P. zaczął mi robić awanturę, że A. nie ma domu i tu ciągle jest, że ja się dobrze z nimi dogaduje, że to wszystko toleruje. Nawet nie rozumiał moich słów, gdy się broniłam.
Na koniec stwierdził, że w ogóle się nie staram by on poprosił mnie o rękę, nie siedzi u mnie długo, bo wciąż są te same śmieci w tych samych miejscach (nieprawda!) i chuj! Sam chyba nie wiedział o co mu chodzi. Na dodatek po raz kolejny wypomniał mi kwestię finansową… Z dokładnym wyliczeniem!!! PKP – pięknie kurwa pięknie! Aż się popłakałam. Jeszcze przy nim starałam się 3mać, ale jak poszedł rozryczałam się jak bóbr. Nie wiem co mam o nim myśleć. Im dłużej z nim jestem, tym coraz bardziej widoczne jest jego prawdziwe oblicze…
Nie mogłam spać. Nie wiem czy z tych nerwów czy z przyzwyczajenia do rannego wstawania. Kiedy już mi się dobrze spało musiałam wstać jak to zazwyczaj bywa. Przywitał mnie sms. Od niego. Na szczęście, czy może nieszczęście (?) na mnie takie chwyty nie działają…
Miałam dość ciekawą sytuację na przystanku kiedy czekałam na busa. Zapaliłam papierosa. Koleś do mnie: ‚Nie szkoda Ci zdrowia?’, (on też palił, ja na to ‚A Tobie nie szkoda?.
On: Na coś trzeba umrzeć…
Ja: smile;)
On: Gdzie jedziesz?
Ja: Do Warszawy.
On: Do pracy???
Ja: Tak.
On: A chłopak gdzie???
Ja: Też w pracy.
On: Oooo… Na zmiany pracuje? To kiedy umawiamy sie na piwo???
Ja: Z nieznajomymi się nie umawiam.
On: Dominik. Podaje mi rękę.
Ja: Paulina.
On: No to już się znamy… To kiedy???
Ja: Ale nadal znam tylko Twoje imię
i tak dalej gadka-szmatka
On po powiedzeniu mu skąd jestem: A gdzie dokładnie mieszkasz?
Ja: A co na kawe chcesz wpaść – ironicznym tonem.
On: A ty nie masz K. na nazwisko?
Ja: (szok!) A to my się znamy???
On: Ja Ciebie znam…
Okazało się, że pracuje z ciotką L. (ze strony mojej mamy, a na dodatek jego chrzestnym jest mój wujek czy ktoś ciotka (ze strony taty). Przyjeżdżał do nas jak byłam mała i nawet wiedział, że tata nie żyje…
Ja pierdole! Czy ja się nie zmieniałam czy co? Dobrze, że bus zaraz przyjechał. Ja jebie!!!
W pracy w porządku. Szkolenie z kolejnym kolesiem, który przypomina geja (bo jeden to na pewno nim jest). Dodatkowo ta babka z którą miałam rozmowe kwalifikacyjną jest chyba les… Same homo w tej robocie jak stwierdziłyśmy z dziewczynami…;) hehe. P. by się raczej nie odnalazł=] Ciekawe co ta babka brała pod uwagę wybierając osoby. Czyżby wygląd???=] Uuuuu…

Wczorajszy dzień zapowiadał się świetnie! P. miał wysmienity humor i nic nie wskazywało na jego pogorszenie. Ja wróciłam tak zjebana z pracy, aczkolwiek myśl o wspólnym wieczorze dodawała mi sił. Wróciliśmy do domu, zjedliśmy kolacje. Był również M. i A.. P. zaczął mi robić awanturę, że A. nie ma domu i tu ciągle jest, że ja się dobrze z nimi dogaduje, że to wszystko toleruje. Nawet nie rozumiał moich słów, gdy się broniłam.
Na koniec stwierdził, że w ogóle się nie staram by on poprosił mnie o rękę, nie siedzi u mnie długo, bo wciąż są te same śmieci w tych samych miejscach (nieprawda!) i chuj! Sam chyba nie wiedział o co mu chodzi. Na dodatek po raz kolejny wypomniał mi kwestię finansową… Z dokładnym wyliczeniem!!! PKP – pięknie kurwa pięknie! Aż się popłakałam. Jeszcze przy nim starałam się 3mać, ale jak poszedł rozryczałam się jak bóbr. Nie wiem co mam o nim myśleć. Im dłużej z nim jestem, tym coraz bardziej widoczne jest jego prawdziwe oblicze…

Nie mogłam spać. Nie wiem czy z tych nerwów czy z przyzwyczajenia do rannego wstawania. Kiedy już mi się dobrze spało musiałam wstać jak to zazwyczaj bywa. Przywitał mnie sms. Od niego. Na szczęście, czy może nieszczęście (?) na mnie takie chwyty nie działają…
Miałam dość ciekawą sytuację na przystanku kiedy czekałam na busa. Zapaliłam papierosa. Koleś do mnie: ‚Nie szkoda Ci zdrowia?’, (on też palił, ja na to ‚A Tobie nie szkoda?.
On: Na coś trzeba umrzeć…
Ja: smile;)
On: Gdzie jedziesz?
Ja: Do Warszawy.
On: Do pracy???
Ja: Tak.
On: A chłopak gdzie???
Ja: Też w pracy.
On: Oooo… Na zmiany pracuje? To kiedy umawiamy sie na piwo???
Ja: Z nieznajomymi się nie umawiam.
On: Dominik. Podaje mi rękę.
Ja: Paulina.
On: No to już się znamy… To kiedy???
Ja: Ale nadal znam tylko Twoje imię
i tak dalej gadka-szmatka
On po powiedzeniu mu skąd jestem: A gdzie dokładnie mieszkasz?
Ja: A co na kawe chcesz wpaść – ironicznym tonem.
On: A ty nie masz K. na nazwisko?
Ja: (szok!) A to my się znamy???
On: Ja Ciebie znam…
Okazało się, że pracuje z ciotką L. (ze strony mojej mamy, a na dodatek jego chrzestnym jest mój wujek czy ktoś ciotka (ze strony taty). Przyjeżdżał do nas jak byłam mała i nawet wiedział, że tata nie żyje…

Ja pierdole! Czy ja się nie zmieniałam czy co? Dobrze, że bus zaraz przyjechał. Ja jebie!!!

W pracy w porządku. Szkolenie z kolejnym kolesiem, który przypomina geja (bo jeden to na pewno nim jest). Dodatkowo ta babka z którą miałam rozmowe kwalifikacyjną jest chyba les… Same homo w tej robocie jak stwierdziłyśmy z dziewczynami…;) hehe. P. by się raczej nie odnalazł=] Ciekawe co ta babka brała pod uwagę wybierając osoby. Czyżby wygląd???=] Uuuuu…

‚Naoglądałaś się za dużo telenowali’, ‚Gazet się naczytałaś!’. Wymówka facetów na pragnienia swoich kobiet.

Nie jestem miłośniczką ‚romansideł’ i ‚harlekinów’ (czy jak tam to się pisze), aczkolwiek czasem miło wczytać się w bajkową miłość z cudownym zakończeniem. Czasami trzeba odbić się od rzeczywistości i popaść w lekturę pełną uroku.

Moim zdaniem, współczesne kobiety nie biorą na serio ‚miłości rodem z brazylijskiej telenoweli’, a dana lektura nie ma na nie szczególnego wpływu. Oczywiście nie mam na myśli wszystkich osobników płci pięknej, bo wiadomo ludzie są różni.

Reasumując, warto sobie czasem pomarzyć o takim związku… Ale rzeczywistość jest inna – dlatego być może uczy wytrwałego związku, a nie ‚cukierkowego’.

Dzisiejszy dzień należał do stresujących dla mnie. W końcu po raz pierwszy samodzielnie musiałam coś zrobić w nowej pracy.
Nawet nie było tak źle… To czego najbardziej się obawiałam ogarnęłam, w razie problemów konsultowałam… Aczkolwiek nie wiem czywszystkie moje szkody zostały pomyslnie zarejestrowane… Mam nadzieję, iz pierwszy dzień zostanie potraktowany ulgowo… W poniedziałek będzie trzeba dać z siebie wszystko!  Takie gadanie potrafi być wyczerpujące… Moje gardło wysiada. Pod sam koniec nie potrafiłam powiedzieć słowa ‚rzeczoznawca’, a wdrodze powrotnej autobus mało co mnie nie przejechał… Jedna wielka porażka… Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej, bo początki zawsze bywają trudne, aczkolwiek trzeba się starać.

Kiedy wróciłam siadłam na neta i doszła do mnie bardzo przykra wiadomość. E. zwolnili z przcy… Moją kochaną E. Nie wiem co ona teraz zrobi… Zwłaszcza, że z pracą tak ciężko, a co ma powiedzieć babka ok. 50-tki… Masakra jedna wielka!!! 

Ciekawy klient:
‚Nie wiem jak tam u Was w Warszawie, ale u nas w Tychach ciągle leje…’.

Dzis miałam dość szlony dzień. Tak się zbierałam na autobusa, że się spoóźniłam. Postanowiłam więc podjechać trochę dalej i jechać busem tylko dokładnie nie znałam godziny jego przyjazdu. Próbowałam złapać stopa, ale zanim ktoś mi się za3mał bus podjechał. Jednak lepiej jest nimi jeździć, bo jest o wiele szybciej i korek omija podczas gdy autobus stoi, stoi, stoi…

Kiedy byliśmy na miejscu okazało się, że już dziś to my prowadzimy rejestracje!!! Szok! Oczywiście kiedy ja zasiadłam za monitorem trafiali się najgorsi klienci. Mianowicie: Dzwoni Paz ze szkodą z OC sprawcy. Niestety rozłączyłam go przez pomyłkę, próbowałam zadzwonić, aczkolwiek nie odbierał. Nagle dzwoni facet i mówi, iż rozłączyło go. Pomyślałam ‚To ten sam!’. Powiedziałam, iz dzwoniłam z numeru zastrzeżonego, a on mi na to: ‚To niech zadzwoni Pani jeszcze raz ja sprawdzę czy się połączy’. Okazało się że to inny klient. Ogólnie rozmowa upłynęła bardzo miło. On ciągle się darł i sypał teksty typu: ‚Chyba Pani śpi!!! Może po angielsku mam z Panią rozmawiać to dopiero Pani zrozumie!!!’. Nie dał nawet mi dojść do słowa. Ciągle narzekał, że wydaje tyle na telefon ale sam sobie nabijał rachunek gadaniem i wrzeszczeniem. W końcu dobiłam go przekręcając jego nazwisko… Nie chcący oczywiście… Ehhh… Mój pierwszy klient. Na pewno nigdy go nie zapomnę.
Kolejny Pan ten do którego oddzwoniłam po przemiłej rozmowie z wcześniejszym Panem był o wiele milszy. Podczas wyciszenia powiedział tylko, że on szybciej by to ręcznie napisał, niz ja na komputerze… Na dodatek kiedy poprosiłam o dane żony, ponieważ to ona była właścicielem pojazdu krzyczał do niej: ‚Kochanie! Koooochanieee!!!’, a podczas opisu szkody nazywał ‚Żonką’. Przemiłe to było, ponieważ małżeństwo widać około 50-tki, a on nawet teraz nazywał ja tak ładnie. Z kolejnym…i ludźmi właściwie sie nie potrafiłam dogadać. Najpierw chcieli zgłosić szkodę z OC sprawcy, aczkolwiek nie posiadali oni ŻADNYCH danych. Powiedzili, że policja to ma i nie chce im dać. Spytałam więc czy szkoda ma być wniesiona z AC. Oni: ‚Tak, tak, tak’. A potem: ‚Nie nie posiadamy takiej polisy…’. I weź tu się dogadaj… Z nieba miałam im  to zarejestrować… Wykołować dane czy co… Na sam koniec powiedziałam: ‚Mi się sami tacy trafiają’. Tacy w sensie trudni klienci…
Po tak męczącym dniu test na koniec na dobicie. Moja zasada studencka pt. ‚Idę na lajcie’ tu chyba nie wypali. Można było się jedna trochę pouczyć…
Jutro juz będziemy normalnie siedzieć na słuchawkach… Uuu… Jakoś tam damy radę!

Po pracy postanowiłam nie siedzieć w domku. Poszłam z M. na spacer. Kiedy poszłyśmy na obiekty Julka – dziewczynka z którą miałm zajęcia była na basenie. Poznała mnie i machała z zza szyby. Jak miło się czlowiekowi w takich momenach robi…

P. mnie zaskoczył. Napisał, że jak się rozkręcę to jeszcze zrobie karierę w tej pracy. Szokens…
Na razie tę karierę jakos czarno widzę…

New Job

Brak komentarzy

Kiedy wczoraj pisałam, że cieszę się, iż po takiej przerwie, po weekendzie idę do pracy jak cywilizowanyczłowiek, a nie męczę się co zrobic z tym dniem jako osoba o statusie bezrobotny byłam w błędzie.
Entuzjazm minął dzis rano kiedy budzik zadzwonił o 8.00, a raczej dzwonił do 9.00.

Poniedziałkowe korki są niebezpieczne, aczkolwiek ominęłam je i w pracy byłam trochę za wcześnie. Poniedziałokowa, poweekendowa zamułka ogarnęła jednak nie tylko mnie. Na szczęście…=]
Bałam się tam jechać. Bałam się, że każą mi juz rozmawiać z klientami. Jednak okazało się, że nie:) Dzień był miły. Wiele rzeczy, których wcześniej nie rozumiałam stały się zrozumiałe. Na dodatek teraz wiem, że im dłużej mówimy o tych rzeczach one bardziej się nam wpajają i nie trzeba tego kuć. Ja nawet do niczego nie zaglądałam, a po czasie byłam jedą z bardziej aktywnych.

M. dzwoniła do mnie. Stwierdziła, że skoro ona tam się nie dostała, to brali osoby..,. chuj wie… nijakie… Wprost tego nie powiedziała, ale myślę, że mówiła to z zazdrości.

Kiedy wróciłam byłam naprawdę padnięta. Cała ta podróż… I wogóle… Dodatkowo sąsiedzi robili sobie poprawiny poprawin wesela i dopiero co skończyli. Choć ich dom jest na przeciwko słyszałam jakbym była u siebie śpiewanie kaczuch itp. Masakra! Teraz rozumiem sąsiadów, którzy drą się w razie imprezy… A mam dopiero 21 lat i takie imprezy na swoim koncie. Jednak kiedy ja mam wstać jutro do pracy, chociaż na szczęście mam wolne, bo inaczej do tej pory bym nie spała(!), mam inne zdanie na ten temat!!!

Odezwała się do mnie koleżanka z byłej pracy. Nie miałyśmy ze sobą wiele styczności, gdyz wyjechała do Anglii. Pracowałyśmy ze sobą krótko, ale intensywnie. Napisała, że chociaż sprząta i prasuje w Anglii to woli to, niż wracać do domu. Po tyg w Polsce chciała wracać. Co ta patologia robi z ludźmi… A rodzice nic nie widzą… U mnie matka póki co chodzi trzeźwa aczkolwiek nigdy nie wiadomo na jak długo…

Jutro spotkanie z M. Ciekawe co pani Miss psychiatra poradzi swojej nienormalnej koleżance.

A w tv tylko wróżby…
<hahaha>

Pytająca: ‚Czy powinnam kupić samochód, który tata mi poleca???
Wróżka: NIE!!!

<buiuuu…HAHAHAHAHAHAHA>

P.S. Ciekawe czy kupi???;PPPPPPPP

Ostatnie dni z P. były okropne i… dziwne. Wszystko zaczęło się odkąd znalazłam pracę. Być może powodem jest wielkie miasto a nie nasza mała mieścina jako miejscew mego etatu… Ehhh…

Piątek: Obraza – idę do domu…

Sobota: Grill… Choć P. stara się być miły w końcu wypomina mi kolejne piwo… Ach… Poszliśmy spać i tyle…

Niedziela: Zaczęło się miło:) P. cały ranek patrzył na mnie z uwielbieniem, aczkolwiek nie było nic… poza spojrzeniami:))))
Okloło 15 pojechaliśmy na rowqerki z P. i z T. Najpierw tradycyjnie Mamut, następnie ścieżka ekologoczna. Jednak wiele osób miało taki sam pomysł jak my i nie było nawet gdzie usiąść. P. wpadł na pomysł, że pojedziemy skrótami. Mięliśmy jechać 2km, a my jedziemy, jedziemy i… JEDZIEMY! Nie wspominając o tym, iż droga nie była tradycyjna = asfaltowa, lecz z kamieniami, kocimi łbami, piachem itp. Jednak kiedy usłyszeliśmy jak T. krzyknął hasło ‚CYWILIZACJA!’ – ucieszyliśmy się szczerze. Okazało się iż nie jesteśmy blisko domu, a nasza cywilizacja była jakieś 20km od nas… Nie strudzeni tym wszystkim dojechaliśmy do sklepu. Następnie piwo na uczczenie, że jeszcze przed nami jakieś 10km. Aby policja w razie czego nie widziała browar robił nam za bidony. Aby było śmieszniej T. miał królewskie – puszka czerwona jak jego rower, P. królewskie pasteryzowane – puszka pasowała do znaczka na jego żółty rowerze, a ja desperados złocisty jak mój kochany ‚rumaczek’:).
Kiedy dojechaliśmy do domu byliśmy padnięci. Rozpaliliśmy grilla i dokończyliśmy nasze wczorajsze zapasy. To był jeden z lepszych dni w moim życiu. Przez pomyłkę zrobiliśmy naprawdę spory nadmiar kilometrów, ale opłacało się. Przeżliśmy fajną przygodę i nawet P. nie narzekał:))))

a jutro do pracy. I cieszę się jak dziecko!=] Dziwne uczucie… Wiem… Ale jak byście prawie 3 miesiące nie pracowali jak ja, też byście się cieszyli:) Wreszcie powrót do rzeczywistości!!!

<Yeah!>


‚Cieszmy się z małych rzeczy!’.


  • RSS